- abcbialaczka.pl
- Historie Użytkowników
- Apeluję o to byście walczyli
Apeluję o to byście walczyli
Witam.
02.03.2010r straciłam ukochaną osobę. Był młodym, pełnym życia mężczyzną. Białaczkę zdiagnozowano 12.03.2009r, dwa miesiące przed naszym ślubem. To był szok, żal, dlaczego nas to spotkało, złość do Boga do ludzi, dlaczego oni śmieją się, bawią, chodzą do pracy na spacery, cieszą się życiem. Może było to egoistyczne myślenie z mojej strony, ale tak czułam.
Z czasem przyzwyczajałam się, że wstaje i kładę się sama, że w każdą niedziele jadę do szpitala. Czasami było ciężko, ale wszytko bym oddała aby zamienić się z tą sytuacją, którą teraz mam. Mam oparcie w rodzinie i przyjaciołach, ale nikt nie da mi takiej bliskości i poczucia bezpieczeństwa jaką on mi dawał. Niby są koło mnie osoby mi bliskie, ale ciągle czuje pustkę i osamotnienie. Obiecywał mi, że nigdy mnie nie zostawi, zawsze będzie ze mną - nie dotrzymał!
Bardzo mi go brakuje, dlatego proszę osoby, które chorują na białaczkę - NIE PODDAWAJCIE SIĘ. Musicie walczyć, jak nie dla samych siebie to dla najbliższych. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo ukochane wam osoby mogą cierpieć. Każda nawet najmniejsza rzecz, miejsce związana ze straconą osobą, przywołuje wspomnienia, do oczu napływają łzy, głos zaczyna drżeć, ręce trząść a serce ogarnia lęk, niepokój i wielki smutek.
Jeśli kiedykolwiek zaczniecie tracić nadzieje i chęć do walki z chorobą, spójrzcie na zdjęcie rodziny, przyjaciół, osób dla was ważnych i zastanówcie się czy na pewno chcecie zostawić im tak wielki żal i smutek w sercach na długie lata? Czy chcecie aby oni cierpieli, płakali po nocach, mieli tylko wspomnienia po was? Jeśli odpowiedz na te pytania brzmi NIE, to musicie wygrać tą wojnę i ciesz się wspólnym życiem.
Dla wszystkich chorych i ich najbliższych życzę dużo wiary i sił oraz pogody ducha. Mam nadzieję, że wasza historia skończy się inaczej niż nasza.
Pozdrawiam.







Witaj Diano!
Bardzo wzruszyła mnie Twoja historia. Moja przypomina jej lustrzane odbicie. To ja zachorowałam na białaczkę. Był wtedy ktoś, kto był przy mnie, dodawał otuchy, znosił moje nastroje związane z chorobą, można powiedzieć "pompował" we mnie nadzieję. Mówił "będzie dobrze, walcz, jesteś silna, dasz radę". Czasem mnie to irytowało, czemu dawałam wyraz nieraz w bardzo niemiły sposób. Mówiłam "jesteś zdrowy, a ja mam wyrok, nie możesz mnie zrozumieć" itp.
I nagle ten okaz zdrowia, energii i optymizmu zmarł niespodziewanie (nagłe zatrzymanie krążenia).
W tym czasie nastąpiło gwałtowne pogorszenie stanu mojego zdrowia. Nie wiem, czy to po prostu zbieg okoliczności, czy skutek braku osoby wspierającej. Teraz uświadomiłam sobie, że chyba właśnie wtedy się poddałam, Po przeczytaniu Twojej historii wiem, że muszę walczyć, nawet dla kogoś, kogo już nie ma, bo w nikim innym nie znajdę już takiego wsparcia.
Nie wiem, jak dalej potoczą się moje losy (rokowania są niestety złe), ale ze wszystkich sił będę starała się nie poddawać, do końca.
Dziękuję!
Małgorzata
Witam Małgosiu,
Ciesze się, że mogłam komuś pomóc. Teraz jest to dla mnie bardzo ważne, wspierać innych w chorobie i przynajmniej wirtualnie dodawać sił w walce. Los nas nie oszczędza. Każdego dnia musimy walczyć, Ty o życie a ja o spokój ducha.
Przykro mi, że Twoje wyniki są złe a do tego jeszcze śmierć ukochanej osoby. Ale on czuwa nad Tobą, tam z nieba. Ja wierze w to, że mam własnego Anioła Stróża. Nie pozwoli, aby coś złego mi się stało, będzie mnie duchowo wspierał i prowadził przez resztę mojego życia. Ty też masz taką "osobę". On wyprosi dla Ciebie zdrowie i szczęśliwą przyszłość.
Bądź dzielna i jeśli tylko będziesz miała jakiś kłopot to napisz. Jak tylko będę mogła to Ci pomogę. Człowiekowi jest lżej na duszy jak wypłacze i wypowie swoje smutki, więc nie krępuj się.
Trzymaj się.
Pozdrawiam, pa, pa
Dzięki za słowa otuchy!
Tak wiele dla mnie znaczą w sytuacji, kiedy zostałam sama ze swoją chorobą, lękiem i niepewnością. Nie mam rodziny, a dawni "przyjaciele" omijają mnie "szerokim łukiem" w obawie, abym nie poprosiła ich o jakąś pomoc. Kiedy do nich dzwonię dziwnie są akurat bardzo zajęci, albo właśnie gdzieś się śpieszą rzucając zdawkowe "trzymaj się". Kilka lat temu to ja będąc "kimś" pomagałam wszystkim, jak mogłam. Teraz jestem nikomu niepotrzebnym kłopotem. Mówię sobie wtedy "co cię nie zabije. to cię wzmocni".
Człowiek, o którym pisałam był ateistą, ale ale wierzę, że pamięta o mnie gdzieś w swojej czasoprzestrzeni.
Na pewno osiągniesz spokój ducha, czas zrobi swoje, choć pamięć pozostanie.
Odezwij się czasem.
Pozdrawiam cieplutko,
Małgorzata
Witam,
dzisiaj byłam w Warszawie na Starym Mieście: przed Pałacem Prezydenckim - złożyłam hołd osobom, które zginęły w katastrofie lotniczej; w Kościele Akademickim - mam z nim miłe wspomnienia, które odżyły. Wiem, że czas leczy rany, tylko dlaczego tak wolno.
Mówi się, że "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". I to jest prawda. Skoro Twoi znajomi traktują Cię w taki sposób, to nie ma czego żałować. Nie są na tyle dojrzali ani lojalni aby z Tobą się przyjaźnić. Po prosu nie zasługują na to. Byłaś, jesteś i będziesz "KIMŚ". Nie możesz w to wątpić.
Jeśli mogę zapytać - w jakim szpitalu się leczysz?
Bądź dzielna, Pa, pa.
Diana
Witaj Diano!
Jestem pacjentką Instytutu Hematologii i Transfuzjologii na warszawskim Ursynowie (w pobliżu Centrum Onkologii).
A właśnie, nawet nie wiem, czy Ty jesteś z Warszawy, tak, jak ja.
Ja też mam wiele miłych wspomnień z czasów studenckich związanych z Kościołem Akademickim Św. Anny.
Cieszę się, że mogłam spotkać Cię na tym forum.
Pozdrawiam,
Małgorzata
Witam serdecznie :-)
Przeczytałam wasze historie jednym tchem .Cieszę się , że są na świecie tacy ludzie jak "Wy Dziewczyny ", kóre chcą się pomóc drugiemu człowiekowi - choremu.Sama jestem chora kilka miesięcy temu miałam przeszczepie szpiku.Wiele razy miałam dnii , kiedy wątpiłam , że się to wszystko uda , ale za każdym razem kiedy przychodziły te dnii miałam oparcie wśród najbliższej rodziny i znajomych .Dlatego ważne jest mieć kogoś bliskiego , kto wspiera nas w tych trudnych chwilach. Małgosiu chciałam ci powiedzieć , że ci "przyjaciele " nie byli warci twojej przyjażni .Zyczę ci dużko zdrówka i jak to mój mąż zawsze do mnie mówi "ja po prostu wiem , że będzie dobrze ".
Trzymaj się cieplutko serdecznie pozdrawiam :-)
Może to nie jest tak jak myślisz o swoich przyjaciołach. Choruję od lat (białaczka szpiku) i Cię rozumie. Oni po prostu są przerażeni Twoją chorobą. Słowo białaczka w ich pojęciu brzmi jak wyrok i nie wiedzą jak się zachować, to nie znaczy, że o Tobie nie myślą. Mój mąż, gdy dowiedział się o mojej chorobie był bardziej załamany niż ja. Przed swoim synem ukrywałam rok chorobę, by skończył studia i się obronił. Nie mogę powiedzieć, że zostałam sama ale bardzo dużo przyjaciół, dopiero teraz mówi jak byli przerażeni. Postaraj się im wybaczyć tą słabość, ale kto z nas jej nie ma. Każdy z nas na początku swojej choroby musiał dojść do ładu ze sobą, by podjąć walkę taką właśnie na śmierć i życie. Jesteś bardzo dzielna, życzę Ci dużo kurażu i wiary w lepsze jutro i ciesz się z każdego dnia. Pozdrawiam cieplutko. Maria
Witam Małgorzato,
Wiem dokładnie gdzie jest ten szpital, ponieważ prawie przez rok jeździłam tam do mojego narzeczonego. Całkiem możliwe, że nawet się mijałyśmy, jechałyśmy windą czy jadłyśmy obiad na onkologi. Świat jest mały. Na którym piętrze leżysz?
Nie jestem z Warszawy. Mieszkam w niewielkim mieście, 120 km. od stolicy. Kilka lat temu studiowałam i pracowałam w Wawie, ale miłość była silniejsza i wróciłam w rodzinne strony.
A jak samopoczucie i zdrówko? Mam nadzieje, że trochę lepiej. Pamiętaj "do odważnych świat należy" więc walcz i zdobywaj własne "szczyty".
Serdecznie pozdrawiam. Diana
Witaj!
Obecnie jestem w domu. Diagnozowana byłam jeszcze w starym szpitalu na Chocimskiej, tuż przed przeprowadzką Instytytu na Ursynów. gdzie jestem pacjentką przyszpitalnej poradni. Z tego co wiem pacjenci nieonkologiczni (szczęściarze!) pozostali w starej przychodni na Chocimskiej. Być może, że się spotkałyśmy. Mam wrażenie, że widziałam idącą do windy śp. Agatę Mróz, albo była to dziewczyna ogromnie do Niej podobna.
Czuję się ogólnie bardzo źle. Od tego, jakie będą moje wyniki w połowie maja zależy dalsze postepowanie ze mną. Jeśli będą takie, jak ostatnio (albo gorsze) to....wolę nie myśleć. Najgorszy jest teraz dla mnie lęk, niepewność i poczucie osamotnienia w chorobie, Czasem wydaje mi się, że bardziej cierpię z tego powodu, niż z dolegliwości fizycznych. Staram się wtedy powtarzać sobie wiele razy słyszane słowa "wszystko będzie dobrze, walcz, jesteś wojownikiem!"
Trzymajmy się w tych ciężkich dla nas chwilach,
Małgorzata
Witam Małgorzato.
Jest mi bardzo przykro z powodu pogarszającego się stanu zdrowia. Nic nie ukoi Twojego bólu, ale walka jeszcze nie skończona. Ciągle żyjesz i możesz pokazać chorobie, kto tu rządzi. Nie poddawaj się. Możesz zrobić jeszcze tyle rzeczy, tyle miejsc zobaczyć. Wcześniej, ciągle nie było na to czasu. Takie przeżycia zmieniają i uczą nas, że należy cieszyć się każdym dniem, nie przejmować się "pierdołami". Dopiero teraz rozumiem. Myślałam, że mamy dużo czasu, nie ma co się spieszyć z decyzjami, jeszcze zdążymy. Nie zdążyliśmy.
Sfera psychiczna jest bardzo ważna. Bez pozytywnego myślenia nic nie zdziałamy. Ludzie, którzy nie mają styczności z taką traumą, nie rozumieją wielu kwestii. Wydaje im się, że białaczka to wyrok śmierci i wcześniej czy później umrze się. Nie prawda. Widziałam zdjęcia, podziękowania pacjentów kliniki IHiT, którzy są szczęśliwi, mają normalne życie, dom, dzieci. Musisz wyzdrowieć - tak brzmi Twój główny cel, a reszta się ułoży.
Serdecznie pozdrawiam.
Diana
Witaj Małgorzato.
Dawno się do mnie nie odzywałaś. Proszę daj mi znać co u Ciebie słychać. Może to dziwnie zabrzmi, ale martwię się o Ciebie. Ostatni nie najlepiej się czułaś. Mam nadzieję, że wszystko w porządku z Twoim zdrówkiem.
Pozdrawiam serdecznie Diana.
Witaj!
Dzięki za pamięć. Czuję się bez zmian. Czekam z niepokojem na kolejne badania kontrolne i wizytę u lekarza 24 maja. Wtedy zapadnie decyzja , co dalej. Moja białaczka ma bardzo różnorodny przebieg, ot taka loteria. Obawiam się, że nie wyciągnęłam w niej szczęśliwego losu. Nie ma tu możliwości wyleczenia, stosowana w ostateczności chemioterapia też nie zawsze daje pożądane efekty.
Pomyśl o mnie czasem ciepło, a jeśli jesteś wierząca, pomódl się choć chwilę.
Ja również często myślę o tym, co Cię spotkało i pamiętam w codziennej modlitwie.
Dziękuję za wszystko,
Małgorzata
Witajcie. Czytając wasze wypowiedzi jesteście mi szczególnie bliskie, nie tylko z powodu rodzaju choroby. Mieszkam w małej wiosce na śląsku. Rok temu, 23 maja byłam pierwszy raz w Warszawie, na ślubie mojej kuzynki właśnie w Kościele Akademickim św. Anny. Dwa tygodnie później rozpoznano u mojego syna AML. Dla nas był to wyrok, ale zawierzyłam Bożemu Miłosierdziu. Jest taka modlitwa "Pod Twoją obronę do Bożego Miłosierdzia", która utwierdziła mnie w przekonaniu, że wszystko jest możliwe, zaczęłam wierzyć, że moje dziecko wyjdzie z tego. Poza tym zetknęłam się z różnymi przypadkami i wiem, że nie należy tracić nadziei. Czasami ludzie wychodzą z tak ciężkich opresji że trudno w to uwierzyć. Nikt nie wie jak nasz organizm zareaguje na chemię, a może dobrze? Nie jesteście same, w moich codziennych modlitwach będę o was zawsze pamiętać. Trzymajcie się ciepło, pa.
Małgorzato!
Trzymaj się :))
Witam Małgorzato. Nie będę się rozpisywała, chciałam tylko wesprzeć Cię na duchu i życzyć powodzenia na poniedziałkowej wizycie w IHiT. Trzymaj się i głowa do góry.
P.S. Daj znać jak już będziesz miała wyniki.
Pozdrawiam Diana.
Witaj Diano!
Byłam dzisiaj u lekarza w IHIT, a w piątek na badaniach. Miałam okazję przejechać przez całą Warszawę sparaliżowana powodzią. Wyniki pogorszyły się, ale pani doktor stwierdziła, że z chemią należy jeszcze poczekać, bo w moim przypadku skutki uboczne byłyby bardzo poważne, a efekty niepewne, albo wręcz żadne, a moje samopoczucie nie poprawi się n apewno. Kolejna kontrola we wrześniu (po urlopie pani doktor), kolejne czekanie... Nie wiem, czy cieszyć się, czy wręcz przeciwnie.
Wielkie dzięki za pamięć!!!
Serdecznie pozdrawiam.
Małgorzata
Witam,
dawno nie zaglądałam na ta stronę. Nie wiem sama dlaczego - chyba się bałam. Zaraz będzie rok jak moje Kochanie nie żyje. Nie jest lżej ani łatwiej, wręcz przeciwnie jest ciężej. Tęsknota narasta, brakuje słów "Kocham Cię rybko" (tak właśnie kończył wieczornego smsa). Strasznie mi go brakuje, wiem że jest moim Aniołkiem ale to nie koi bólu i żalu :( Jak żył wszystko było takie proste, łatwe, poukładane. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć, że zawsze będzie mnie wspierał i nigdy nie doprowadzi mnie do łez. Teraz płacze bardzo często a ostatnio kilka razy dziennie. Może dlatego, że zbliża się rocznica śmierci. Wylewam tutaj moje smutki bo nie chce pokazać najbliższym co czuję, może myślą, że już powinnam uporać się ze stratą i nie rozpamiętywać? Ale ja nie potrafię i nie chcę!!! Owszem miałam lepsze chwile, byłam zadowolona, śmiałam się i nie czułam pustki w sercu ale teraz jest źle, bardzo źle. Wszystko bym dała aby mnie przytulił, pocałował czy chociaż dotkną mojej ręki, lecz niestety te marzenia już NIGDY się nie spełnią.
Z całego serca pozdrawiam wszystkich chorych i ich rodziny. Bądźcie dzielni i nigdy, przenigdy nie poddawajcie się!!!!!
P.S. Małgorzato jak Twoje zdrowie? Odezwij się.
Diana
Witaj Diano,
też myślałam o Tobie, jak żyjesz. U mnie białaczka postępuje systematycznie i bezlitośnie. Mam już stadium II / III, a na początku było "0". To już przedostatnie stadium. Byłam na kontroli 14 lutego
(w Walentynki...).Niestety jest to obecnie choroba nieuleczalna, nie tak, jak niektóre inne białaczki, gdzie jest jakaś szansa na wyzdrowienie. Usiłuję oswoić się z sytuacją, ale jestem w fatalnej formie fizycznej i psychicznej.
Doskonale rozumiem Twoje odczucia, szczególnie, kiedy zbliżają się różne rocznice.
Ogólnie moje życie całkiem się zawaliło, a najgorsza jest bezsilność.
Mam wrażenie, że otacza mnie śmierć, bo 27 12.2010r. zmarł nagle mój brat cioteczny, też nagłe zatrzymanie krążenia... Nie byłam z nim ostatnio w bliskim kontakcie, ale stanowił część mojego dzieciństwa.
Diano, jesteś młoda i zdrowa, minął dopiero rok. Będziesz jeszcze bardzo szczęśliwa, tylko czasem powrócą wspomnienia, to nieuniknione.
Z całego serca życzę Ci wszystkiego, co najlepsze,
M.
Witam,
bardzo mi przykro, że choroba postępuje w złym kierunku. Mogę tylko dodawać Ci otuchy i modlić się za Ciebie. Jesteśmy bezsilni, bo choroba nie wybiera i nie walczy z nami fer play ale wierzyć należy do końca i nie poddawać się. W końcu nigdy nie wiadomo co nas tak na prawdę czeka. Pozytywne myślenie to 1/3 sukcesu, na resztę i tak nie mamy wpływu. Bądź dobrej myśli bo jeśli nie TY to kto z chorobą ma wygrać!?
Serdecznie pozdrawiam i życzę DUŻO zdrowia i pozytywnego nastawienia.
Bądź dzielna Małgorzato!!!
Diana.
Diano,
jeśli zaglądasz jeszcze tu czasem, chciałabym Ci podziękować za wsparcie i zapewnić o swojej modlitwie za spokój Twojego serca, szczęśliwe życie oraz za spokój duszy Twojego Narzeczonego.
Pozdrawiam,
M.
Witam serdecznie, przyznam, że nigdy nie interesowałam się daną chorobą, jej przebiegiem, objawami, tym jakie są stadia. Niestety, okazało się niedawno, że mój kuzyn zachorował, złote dziecko, "wyczekiwane" przez lata ponieważ jego mam chorowała na raka i potem bardzo długo nie mogła zajść w ciąże. Tomasz bo tak ma na imię jest naszym cudem, ma ogromna głowę do fizyki i matematyki, zawsze się śmiejemy z niego, że chyba go nam podrzucili bo cala rodzina ledwo sobie radziła z przedmiotami ścisłymi. Zachorował, bardzo długo trwała diagnoza co tak naprawdę mu jest, w tym momencie na 95% wiadomo, że to białaczka, podobno przedostatnie stadium ( o ile taki termin istnieje). W tym roku będzie miał 18 lat, podobno niesie to ze soba konsekwencje, że leczenie stanie się droższe.
Sama mam 23 lata i nie potrafię tego wszystkiego zrozumieć, wiadomo, martwimy się, chcemy żeby było dobrze. Rozpoczęła się chemia, ciągłe podróże do szpitala. Jest złe to, że nie zdajemy sobie sprawy z cierpienia innych, dopiero kiedy nas samych lub osoby nam bliskie to spotyka. Tak jak teraz, zaczynam poprawiać moją niewiedzę na temat białaczki. Oczywiście, będzie dobrze bo MUSI być dobrze, ale ta myśl, że świat jest zły, że nie powinno tak być, dzieci nie powinny chorować, nikt nie powinien!
Pojawia się myśl, że to może ja powinnam byc chora, bo ja sobie jakos poradzę, a nie on, gdzie tyle rzeczy jeszcze na niego czeka w życiu!
Zdaję sobie sprawę, że mój wpis nie jest zbyt pozytywny, ale prosze zrozumcie. Zbieramy wszyscy siłe do walki, w moim przypadku dość wolno, ale zwyciężymy, WY jak i My z Tomaszem.
Wszystkiego dobrego Moi Drodzy, dużo siły i z.d.r.o.w.i.a.!.
pozdrawiam, sonia.
Witam Małgorzata,
ojjj dawno mnie tu nie było. Poczułam silny bodziec aby tu wejść i zobaczyć co u Ciebie słychać. Mam nadzieję, że jest coraz lepiej a bynajmniej nie gorzej. Napisz jak się czujesz.
Niedawno widziałam się ze znajomymi,których rok nie widziałam. Mówili, że się zmieniłam, wyciszyłam i nie próbuje na siłę udowodnić, że wszystko jest O.K. Ja tego nie zauważyłam. Wydawało mi się, że jestem jaka byłam. Ale dopiero osoby, z którymi nie miałam dłuższego kontaktu dały mi do myślenia. Może rzeczywiście moje podejście do życia uległo poprawie? Mam taką nadzieję. Staram się zauważać pozytywy i wyobrażać sobie moją przyszłość z innym mężczyzną. Świat nabiera kolorów. Jak to się mówi "po każdej burzy przychodzi słońce a czasami widać nawet tęczę". Zawsze będę miała w sercu Kamila ale teraz pozwalam aby ktoś innych również w nim zagościł.
Życzę dużo, dużo zdrowia i pogody ducha. Małgorzato i dla Ciebie kiedyś zaświeci słońce, oby jak najprędzej.
Pozdrawiam Diana
Witaj,
dzięki za pamięć. Cieszę się, że wracasz do równowagi.
Moje życie tak się rozsypuje, że sama nie wiem, co napisać. We wrześniu wyniki były już wręcz fatalne. Mam "odroczenie" do 5 grudnia, bo w czasie wizyty miałam silną infekcję i byłam w stresie, bo moja mama dostała udaru mózgu. Akurat dzień po moich urodzinach. Jestem zdołowana psychicznie i kompletnie osamotniona. Coraz bardziej odczuwam brak wspierającego mnie przyjaciela. Coraz mniej we mnie nadziei, no cóż losu się nie wybiera.
Nieczęsto tu zaglądam, ale dobrze, że coś mnie tknęło i znalazłam Twój wpis.
Dużo szczęścia Diano!!!
Gosia
Dodaj nowy komentarz