- abcbialaczka.pl
- Historie Użytkowników
- Płaczę, bo nie umiem pomóc synowi
Płaczę, bo nie umiem pomóc synowi
Cześć. Jestem mamą 15-letniego syna. W sierpniu syn poczuł się źle, bolała go głowa, miał gorączkę, łamało go w kościach.18 sierpnia trafiliśmy do szpitala, ponieważ syn miał gorączkę i bóle w mostku. Trafił na kardiologię, bo lekarze podejrzewali serce, ale po zrobieniu badań przenieśli go na hematologię-onkologię; okazało się, że to ostra białaczka szpikowa. To był dla nas szok. Oskarżałam wszystkich łącznie z Bogiem. Nie wiem dlaczego go to spotkało, jest zdrowym chłopcem, nigdy nie chorował. Syn przeszedł już jedną chemioterapię, po której wypadły mu włosy, miał grzybicę całej buzi, dostawał morfinę, żeby mógł coś zjeść, miał nadżerkę w pupie, totalnie się załamał. To było straszne. To jest coś okropnego patrzeć na cierpienie własnego dziecka i nie móc mu pomóc. Teraz lekarze "postawili go na nogi" i zaczął drugą chemię. Boję się, że znów będzie cierpiał. Na razie czuję się w miarę dobrze, nawet sobie żartuje. Mojego syna czeka przeszczep szpiku, już z mężem i córką mamy skierowanie na badanie krwi. Strasznie mi go żal i tak strasznie go kocham, a nie potrafię mu pomóc. Przy nim jakoś się trzymam, ale w domu często wyję z rozpaczy i z bezsilności.







witam
mam nadzieje ze znajdziecie dawce szpiku i wszystko ułoży się po waszej myśli:)
twój syn jest młodym człowiekiem i wygra ta walkę!
pozdrawiam gorąco
Czym byłoby życie bez nadziei? Iskrą odrywającą się od rozpalonego węgla i gasnącą natychmiast.
Dorota płacz Ci nic nie da, a tym bardziej załamanie psychiczne. Musisz być silna dla Swojego syna, musisz być jego podporą. On nie może Cię widzieć załamaną musisz być silna !
Zaufaj Temu u góry, trwaj przy Nim, a On wszystko może!
Wiem coś o tym sama jestem chora na przewlekłą białaczkę szpikową od miesiąca. Wiara czyni cuda i pozytywne nastawienie. Pozdrawiam Ciebie i syna
bedzie dobrze zawsze trzeba miec nadzieje
Witam Panią.Mój mąż chorował na białaczkę i też było mi ciężko ale nigdy nie pokazałam po sobie jak bardzo jest mi żle ,też winiłam za to boga niestety mojego męża już niema ale Twój syn jest młody napewno pokona chorobę .Pozdrawiam:)
Ta choroba jest straszna, mój Tatuś chorował 2,5 m-ca i zmarł :( życzę powodzenia i dużo sił w walce z tym choróbskiem.
WYGRACIE z chorobą- tylko w to UWIERZCIE
Syn na pewno będzie zdrowy
Wszystkim bardzo dziękuję za słowa otuchy.Pragnę się podzielić z Wami moją radością - chwilową - ale radością.Mój syn po dwóch miesiącach pobytu w szpitalu właśnie wczoraj wyszedł do domu na pierwszą przepustkę po drugim bloku chemii. Wracamy do szpitala już w niedzielę , ale to nic .Jaka to przyjemność mieć go w domu .Jest chudziutki schudł 17 kilo ,ma łysą główkę ,jest blady ale jest z nami w domu.W poniedziałek będzie miał nakłucie i szpik a już we wtorek będzie miał podany trzeci blok chemii. Teraz już wierzę , że będzie dobrze chociaż to jeszcze nie koniec.Jeszcze czekają go dwa bloki ,później naświetlanie i chemia podtrzymująca ale będzie dobrze musi być
Trzymam mocno kciuki i pozdrawiam !
Witam Pani Doroto. Musi Pani bardzo mocno wierzyć, że się uda - Pani syn jest młody, silny i na pewno pokona chorobę. Ma ogromne szanse - przeszczep ratuje życie tak wielu chorym. Ja jestem w podobnej sytuacji, co Pani, chociaż dotyczy ona mojego Taty. Od września przechodzę koszmar na jawie - diagnoza ostrej białaczki szpikowej była szokiem dla nas wszystkich (Tata nie miał żadnych objawów, oprócz braku apetytu przez jakieś 2 miesiące), a dla mnie podwójnym, bo od 5 lat dzieliliśmy się z Tatą obowiązkami i opieką nad Mama, która jest po udarze mózgu. Diagnoza jego choroby brzmi dla mnie jak wyrok - on ma 75 lat i niewielkie szanse. Lekarka w pierwszym tygodniu jego pobytu w szpitalu powiedziała mi, że prawdopodobnie nie przeżyje leczenia. Tata jest w tej chwili po drugim bloku chemii, który niestety nie zatrzymał choroby. Zaczęliśmy cykl podtrzymujący i też w tej chwili cieszę się jego planowanym 3 tyg. pobytem w domu i na święta, chociaż każdego dnia drżę o jego samopoczucie. Jest strasznie słabiutki, ma nawracające krwotoki, a ja wyje z bezsilności, że nie mogę mu pomoc tak jakbym chciała. Wiem, że dla niego muszę być silna, choć to potwornie trudne. Życzę tych sił również Tobie i wierze, że wygracie z synem tę walkę. Trzymam za Was kciuki.
Bardzo się cieszę z pani radości. Na pewno będzie dobrze. Mój syn (13 lat) też od czerwca walczy z białaczką szpikową M-3. Pierwszy raz wyszedł na przepustkę po 6-ciu tygodniach, też był chudziutki. Przez 5 tygodni nie jadł w ogóle. W sumie miał 4 bloki chemii ,dwa tygodnie jesteśmy po naświetlaniach i rozpoczęliśmy leczenie podtrzymujące-dziś miał ostatnią punkcję. Syn czuje się dobrze, choć czasami narzeka na żołądek, ale daję mu len i skutkuje. Tak jak pani, jestem pełna nadzieja, że będzie dobrze, bo innej opcji nie ma. Pozdrawiam gorąco i życzę wytrwałości i ZDROWIA.
na pewno bedzie dobrze, to jest straszna wiadomosc gdy dowiadujemy sie o chorobie bliskiej nam osobie zwlaszcza wlasnego dziecka .ja rowniez uslyszalam taka wiadomosc ponad rok temu .moj synek mial wtedy niecale 3 laka .wiem ze to byla najgorsza wiadomosc jaka uslyszalam w swoim zyciu .jestesmy juz po wszystkich cyklach chemioterapi ,dlugie pobyty w klinice .teraz jestesmy juz na podtrzymaniu juz 20 tydzien.cale podtrzymanie trwa 74 ygodnie jeszcze dlugo ale wiara czyni cuda .
Witam Panią!Jestem studentką III roku pedagogiki specjalnej, piszę pracę licencjacką o białaczce. Zwracam się do Pani z prośbą o wzięcie udziału Pani i Pani syna w ankiecie. Celem ankiety jest zbadanie wpływu białaczki na funkcjonowanie emocjonalne, rodzinne i szkolne dziecka. Zebrane dane zostaną wykorzystane wyłącznie w celach naukowych. Gwarantuję pełną anonimowość. Jeżeli się Pani zdecyduje proszę o kontakt meilowy: monika0210@onet.eu
Życzę zdrowia i wytrwałości. Znam ten ból. Winimy wszystkich za choroby, pytamy dlaczego, cierpimy potwornie. Mam konającego Ojca, Matka też ledwo żyje, kasy nie ma by zapewnić lepszą opiekę. Rozmawiając z nimi zaciskam zęby żeby się nie rozkleić, a w samotności ryczę jak bóbr z bezsilności. Wszystko mnie drażni, nie mogę patrzeć na szczęśliwe, uśmiechnięte rodziny. Picie alkoholu nic nie daje,nawet zwiększa rozpacz i rozterkę. Tłumaczę sobie to w najprostszy prymitywny sposób bez angażowania Boga czy innych zjawisk - po prostu natura, przyroda, kolej rzeczy jak u zwierząt jest początek i koniec i tyle. Prawo dżungli. Brzmi to ostro ale jak słyszę, że Bóg widocznie tak chciał to mnie bierze. Wiem, jestem płytkiej wiary, chciałbym mieć Jego wsparcie ale jakoś do tej pory nie czułem Jego obecności...Kończąc pozdrawiam Was i życzę stalowych nerwów i spokoju. Musi być lepiej. Jorguś
Piszecie - wiara czyni cuda i wierzyliśmy ,trzeba mieć nadzieję i mieliśmy trzeba walczyć i walczyliśmy z cierpieniem i potwornym bólem każdego dnia każdej nocy przez dwa lata ,a dziś już nie ma mojej ukochanej 22-letniej córeczki ,która do ostatniej minuty swego życia wierzyła jak nikt inny ,że pokona białaczkę ... Odeszła miesiąc temu ! Byłam przy jej śmierci i nie potrafię z tym żyć bo czy może być coś gorszego ........... DZIŚ NIE WIERZĘ JUŻ W NIC ! ! !
Mój syn w marcu zaczął chemię podtrzymującą tzw. cytosary podskórne cały czas przebywał w domu jeździliśmy do szpitala raz na tydzień na płukanie cewnika i na badania. Cały czas czuł się cudownie. W kwietniu miał dostać drugie cytosary, ale miał trochę słabe wyniki. 5 maja poszliśmy jak zwykle do szpitala na badania, a tu cios, okazało się, że jest wznowa choroby BIAŁACZKA wróciła. Położyli syna do szpitala, wczoraj miał nakłucie i pobrany szpik, czekamy na wyniki, żeby dowiedzieć się ile procent szpiku jest zaatakowanego, poprzednio było 80%. Lekarze już zgłosili syna do przeszczepu szpiku. Boję się okropnie. Tym razem ta wiadomość mnie dobiła.
Dorota38
Cześć Doroto, jestem mamą 18-letniej Natalii, córkę zdiagnozowano 8 października 2009, przeszła przez zapalenie płuc, grzybicę, zespół DIC, typowy dla AML 3 - uszkodził Jej nerki, do tej pory jest dializowana, to były początki choroby, drugi i trzeci cykl "jakoś" poszedł, ale ostatni był dla nas szokiem - okazało się, że ma zapalenie osierdzia, potem powoli traciła świadomość, zapadła w śpiączkę, przestała mówić, nie było reakcji na ból, przy tym kacheksja nowotworowa, nie ruszała się i ważyła 30 kg, jeśli coś pominęłam, to tylko dlatego, że tak wiele się wydarzyło.
Po zdiagnozowaniu AML3 byłam robotem, maszyną, która nie musiała spać, jeść, nie płakałam, bo musiałam pomóc dziecku, wiedziałam, ze nie mogę sobie pozwolić na słabość, ale po czwartym cyklu wyłam z rozpaczy. Dziś Natalia jest z nami, pracuje nad aparatem mowy, ruchu, ćwiczy pisanie, maluje, po swojemu, już nie tak jak dawniej - była uczennica liceum plastycznego i nawet przez chwile nie zwątpiłam, że pokona chorobę, będzie dawna Natalią i Tobie tego życzę, pozdrawiam
Dodaj nowy komentarz